„Czujesz jak oni na siebie patrzą?” – tak razem z kamerzystką mówiliśmy do siebie co chwilę podczas pleneru. To co działo się między Martą i Kubą jest nie do opisania. Te spojrzenia, uśmiechy, emocje buzujące w powietrzu. Oboje mieliśmy ciary. Ale po kolei.
To był najgorętszy dzień tego lata. I wcale nie przesadzam. Pierwszy raz w życiu podczas reportażu ślubnego podwinąłem rękawy koszuli. Niewiele to dało, ale zawsze coś. Wziąłem też dwie koszule zapasowe, zamiast standardowej jednej. I obie użyłem.
Ale im ten upał wydawał się nie przeszkadzać. Zapatrzeni w siebie, uśmiechnięci i przede wszystkim zakochani.
